english version

02-04-2013

03-10-2009

wersja polska

Otwarcie wystawy "Portrety jeńców"


70. rocznica wybuchu II Wojny Światowej

1 września 2009 roku obchodzono w Polsce 70. rocznicę napaści Niemiec hitlerowskich na Polskę i oficjalną rocznicę rozpoczęcia II Wojny Światowej. Niemniej uroczyście i boleśnie obchodzono 17. września 2009 roku napaść i wkroczenie od wschodu, bez wypowiedzenia wojny, Armii Czerwonej Związku Radzieckiego. Znaczna część Armii Polskiej znajdowała się w tym okresie, w ramach przegrupowania, na terenach wschodnich – dawnych „Kresach” II R.P. Sytuacja wojskowa była niejasna – wkroczyli sojusznicy czy napastnicy? Brakło jednoznacznych rozkazów odnośnie współdziałania z „wyzwolicielami” lub podjęcia walki obronnej. W rezultacie, około 650 tys. polskich żołnierzy dostało się do niewoli, a prawie ćwierć miliona z nich znalazła się w niewoli sowieckiej. Jak dobrze wiadomo, dwadzieścia kilka tysięcy oficerów i funkcjonariuszy państwowych znalazło po kilku miesiącach, z rozkazu Stalina, śmierć w Katyniu i kilku innych miejscach kaźni.

Jednym z jeńcow został Zbigniew Wajszczuk, pochodzący z Siedlec i służący we wrześniu 1939 r. w jednostce taborów. Dostał się on do niewoli w Tarnopolu i później był przesłany do obozu jenieckiego w Równem, pozostającego pod kontrolą NKWD i zatrudniony przy budowie szosy, a następnie gdzieś w kamieniołomach. Po napaści Niemiec na Związek Radziecki w 1941 roku, na mocy układu Sikorski-Majski, dotarł do siedziby organizującej się pod dowództwem Gen. S. Andersa Armii Polskiej, z którą przeszedł do Persji i Iraku. Następnie przeszedł przeszkolenie jako „cichociemny” we Włoszech, brał udział w kampanii włoskiej i po ukończeniu szkoły podchorążych artylerii i zakończeniu działań wojennych, w stopniu podporucznika został przeniesiony do Anglii. Tam się ożenił i po zwolnieniu z armii pozostal na emigracji i wyjechał z rodziną do Argentyny.

Na początku czerwca b.r. skontaktowali się z nami pracownicy Centralnego Muzeum Jeńców Wojennych w Łambinowicach-Opolu z prośba o zgodę na wykorzystanie uprzednio opublikowanych w Internecie materiałów na temat Zbigniewa i dostarczenie im dodatkowych informacji, dokumentów i zdjęć do planowanej wystawy „Portrety Więźniów”, której otwarcie było zaplanowane na 17. września. Przy pełnym zaangażowaniu rodziny Zbigniewa w Argentynie, kuzynek w Polsce – Teresy Jaroszyńskiej w Lublinie i Aliny Filipkowskiej w Warszawie i przy udziale w ich przygotowaniu webmastera naszej strony internetowej „Drzewa Genealogicznego Rodziny Wajszczukow” (www.wajszczuk.v.pl), Pawła Stefaniuka, udało się na czas zebrać potrzebne materiały.

Na otwarcie Wystawy w Opolu przybyli z Argentyny, syn Zbigniewa Dr Adam Wajszczuk ze swoją najstarszą córką Anną (dziennikarką i poetką), i towarzyszący im z Warszawy – siostrzenica Zbigniewa, Alina Filipkowska z mężem. Specjalnie przybył również z odległego Drelowa Paweł Stefaniuk, aby udokumentować w fotografii i na filmie to ważne dla nas wydarzenie.

W tym miejscu, w imieniu rodziny, chcieliśmy złożyć nasze serdeczne podziękowania kierownictwu i wszystkim pracownikom Muzeum, a zwłaszcza panu mgr Przemysławowi Jagieła i pani dr Renacie Kobylarz, z którymi mieliśmy bezpośredni kontakt, za ogrom pracy włożony w przygotowanie tej Wystawy i ich zaangażowanie i gościnność w przyjęciu członków naszej rodziny przybyłych na uroczystość otwarcia Wystawy.


Centralne Muzeum Jeńców Wojennych w Łambinowicach-Opolu
Wystawa czasowa p.t.: „Portrety jeńców”
http://www.cmjw.pl/www/index.php

(od 17.IX. do 13.X.2009 w siedzibie Muzeum Śląska Opolskiego)
http://www.muzeum.opole.pl/index.php?id=299

 

 

kliknij aby powiększyć

   

kliknij na zdjęcie aby powiększyć


Wejście na wystawę

Goście przybyli na otwarcie.
Od lewej na pierwszym planie
bohaterowie wystawy Henryk Łagodzki
i Stanisław Krzyżaniak oraz (z kwiatami) reżyserka
filmu "Podróż do zielonych cieni" Alicja Schatton

Od lewej Ana Wajszczuk (0064)
wnuczka Zbigniewa
i jego syn Adan (0063)


Alina Filipkowska (0072)
siostrzenica Zbigniewa


Część wystawy (instalacja)
poświęcona Zbigniewowi Wajszczukowi

Goście wystawy

Stanisław Krzyżaniak
- bohater wystawy recytuje swoją poezję
 

Ana Wajszczuk

Jeden z bohaterów wystawy
Henryk Łagodzki opowiada o swoich
wojennych losach

Podziękowania i kwiaty od dr Renaty Kobylarz

Młodzież szkolna zwiedza ekspozycję

Adan Wajszczuk (0063)
pozuje do zdjęcia przy bannerze
otwierającym wystawę

Ana i Adan na tle instalacji
poświeconej Zbigniewowi

 

Projekcja filmu poświęconego bohaterce wystawy
Zofii Książek-Bregułowej "Podróż do zielonych cieni"
w reżyserii Alicji Schatton
Pamiątki bohaterów wystawy w tym fajka Zbigniewa

Alicja Ana i Adan tuż po projekcji filmu

Ana dedykuje tomik swoich wierszy Przemysławowi Jagieła

Emocjom nie było końca. Adan przytula
wzruszoną córkę

Luźne rozmowy dyskusje
po projekcji filmu i zwiedzeniu wystawy

Józef Czapski - jeden z bohaterów wystawy.
W tle instalacja Zbigniewa Wajszczuka.

Jedno ze zdjęć prezentowanych
na wystawie przedstawiające
rodziców Stefanie i Zbigniewa (0062)
z synkiem Adanem

Budynek Muzeum Śląska Opolskiego

Wejście główne do Muzeum
(uliczka prowadząca na rynek główny)

Szyld części wystawowej Muzeum

Zobacz również


Ana Wajszczuk z Buenos Aires nadesłała 25.I.2010 poniższy tekst:

espanol

Nadie viene solo al mundo: nos rodea la familia que, tengamos o no al lado, nos rodea con su historia como el vientre en el que estuvimos nueve meses. Padres, abuelos, bisabuelos, tatarabuelos: sus historias, su vida, su origen nos hace ser quien somos, está en nosotros como está la misma sangre: su retrato es también nuestro retrato. El sendero que recorren desemboca en lo que somos. Sus historias son también la Historia.

Todas estas cosas pensé un mediodía de otoño polaco en el Museo de la Ciudad de  Opole,  mientras con mi papá y su prima Alina recorríamos una y otra vez la exhibición de fotos que estaba a punto de inaugurarse. No era simplemente la incredulidad y la alegría de volver a visitar  Polonia, volver a caminar los lugares donde mi familia dejó sus pisadas, conocer a los parientes lejanos que en un punto –esa historia, ese origen- se vuelven cercanos con una cercanía inexplicable. Era que esa huella se volvía nítida: mi abuelo, Zbigniew Ireneusz Wajszczuk, y la vida que lo llevó de Varsovia a Quilmes, eran protagonistas, junto a otras cinco historias, de la muestra Retratos de Prisioneros de Guerra que inauguró ese mediodía en el moderno museo de piedra caliza y ventanales de vidrio.

Invitados por los curadores a la muestra, mi papá y yo emprendimos  durante una semana un viaje juntos por Polonia que vamos a recordar toda nuestra vida. Primero, una soleada Varsovia, ciudad que me parece mía cuando apenas la visité dos veces: será, otra vez, ese origen inexplicable de donde venimos y los sitios que forman parte de un pasado que no conocimos pero que de alguna manera misteriosa  sigue latiendo en algún lugar recóndito dentro de uno. Luego Siedlce, el pueblo donde están enterrados mis tatarabuelos, y sus hijos, y los hijos de sus hijos, y el recuerdo de las flores rojas y las velas blancas que les ofrecimos como homenaje a quienes hicieron con sus huellas el camino que hoy piso.

Y el destino del viaje –además de un viaje al centro de la propia historia- nos llevó a Opole, donde el Museo de la Ciudad organizó junto al Museo Central de Prisioneros de Guerra en Lambinowice- Opole la muestra de fotos que rescató la historia de mi abuelo de muchos años de silencios heredados y aprendidos.

La historia de mi abuelo Ireneo, como le decíamos sus nietos, había sido seleccionada como ejemplo de las miles de historias de los anónimos protagonistas polacos de la II Guerra. Como una manera de contar la Historia desde las mínimas historias personales, encarnadas en las fotos que sobrevivieron a esas mismas historias para sesenta años después estar en el Museo de la Ciudad de Opole, cada una la pieza irreemplazable sin la cual el rompecabezas de la Historia, parecían decirnos a los que las mirábamos, no puede armarse. Allí estaba historia de mi abuelo: sus fotos de juventud, los ojos azules de su hermana que nunca conocí, los bigotes imponentes de mi bisabuelo, las fotos de su casamiento y de mi padre bebé, el dibujo de la larga marcha a Siberia, la pipa que talló mientras estaba prisionero y los documentos que lo reconocían  segundo teniente, las fotografías con el uniforme que lo llevó del desierto de Egipto a las prácticas militares en Italia, de su pueblito de Siedlce a Quilmes, del exilio en Inglaterra a la Argentina, de su alias “Mís 2”  al castellanizado “abuelo Ireneo”.

Vida entre las cientos de miles de vidas sin grandes condecoraciones ni homenajes,  vidas como las cientos de miles de vidas anónimas que pelearon y sufrieron y también murieron por Polonia,  apenas el retrato de seis vidas entre los seiscientos cincuenta mil que fueron prisioneros polacos de guerra en esos años.

Mirando las fotos de mi abuelo, y también las de Zofia y Jósef, Henryk, Stanislaw y otro Josef, como si todas se vieran a través de una lupa de aumento, y de repente cobraran vida por sí mismas – cada foto queriendo contar una y mil historias que mi abuelo nunca contó en vida- , entendí que las fotos que quedaron ERAN, todas ellas,  la Historia con mayúsculas. Y mientras a mi alrededor hablaban en ese idioma tan extraño como cercano, sentí  que era absolutamente imposible contar la historia de esa época y la historia de Polonia  sin la historia de mi abuelo Zbigniew Ireneusz Wajszczuk.

Ana Wajszczuk
Buenos Aires, diciembre de 2009.



espanol

Refleksje Any Wajszczuk na temat wystawy w Opolu, przesłane w liście z grudnia 2009 r.

Nikt nie przychodzi na ten świat samotnie, żyjemy wśród bliskich, w rodzinie - niezależnie czy jest ona bezpośrednio, blisko nas, czy w oddaleniu - to otacza nas swoją historią, jak łono matki, w którym przebywaliśmy przez dziewięć miesięcy. Rodzice, dziadkowie, pradziadkowie, pra-pradziadkowie - ich historie, ich przeżycia, ich początki czynią nas, jakimi jesteśmy - są częścią nas. Tak, jak mamy tą samą krew, ich wizerunek jest też naszym wizerunkiem. Ścieżki, którymi się poruszali zbiegają się z naszym istnieniem. Ich historie są też częścią naszej historii i Historii nas wszystkich.

Myślałam o tym wszystkim południową porą, podczas polskiej jesieni, w Muzeum Miasta Opole, będąc tam z moim ojcem i naszą kuzynka Aliną, zwiedzając wystawę fotografii, która miała być za chwilę oficjalnie otwarta. Było to nie tylko trudne do uwierzenia - wraz z radościa, że mogę znowu odwiedzić Polskę, odwiedzić miejsca, gdzie moja rodzina pozostawiła swoje ślady, spotkać dalszych krewnych - ale, że w pewnym momencie ta historia, te początki – stały się mi bliskie jakąś niewytłumaczalną bliskością. Stało się tak, że te ślady stały sie czymś realnym: mój dziadek Zbigniew Ireneusz Wajszczuk, i jego droga życia, która zaprowadziła go z Warszawy do Quilmes - wraz z dziejami życia pięciu innych ludzi – byly centralnymi elementami Wystawy Portretów Jeńców Wojennych, którą właśnie otwarto tego popołudnia w nowoczesnym budynku Muzeum o wapiennych ścianach, z dużymi oszklonymi oknami.

Na zaproszenie organizatorów wystawy, ja wraz z ojcem udaliśmy się w tygodniową podróż do Polski - będziemy ją pamiętać przez całe nasze życie. Na początku słoneczna Warszawa, miasto w którym czuję się, jak w domu, chociaż odwiedziłam je tylko dwa razy - i tu znowu to niewytłumaczalne uczucie odnalezienia początków naszego pochodzenia i miejsc, które są częścią naszej przeszłości, której nie znamy, ale które w jakiś niejasny sposób pulsują głęboko w nas. Potem Siedlce, miasto w którym są pochowani moi pra-pradziadkowie, i ich dzieci, i dzieci ich dzieci, i wspomnienia czerwonych kwiatów i białych świec, które postawiliśmy dla uczczenia pamięci tych, którzy śladami swego życia wytyczyli ścieżkę, którą ja dzisiaj idę.

I główny cel tej podróży – poza podróżą do „serca historii” – zaprowadził nas do Opola, gdzie Muzeum Miejskie zorganizowało, wspólnie z Centralnym Muzeum Jeńców Wojennych w Łambinowicach-Opolu, wystawę fotografii, która wskrzesiła historię mojego dziadka, przez wiele lat okrytej milczeniem. Lat, które dawno minęły i tych mojemu życiu najbliższych.

Historia mego dziadka – abuelo Ireneo, jak my wnuki nazywaliśmy go, została wybrana jako przykładowa dla tysięcy historii anonimowych polskich uczestników II Wojny Światowej. Jako sposób na przedstawienie wielkiej Historii, ukazywanej na podstawie małych osobistych historii zapisanych na zdjęciach, które przetrwały by odtworzyć tamten czas 60 lat póżniej w Muzeum w Opolu. Każdy fragment tej wystawy – niezastąpiony. I kiedy na nie patrzymy wydaje się, że to elementy łamigłówki Historii, które ułożone w całość pozwalają nam zrozumieć tragizm tamtego czasu.

Pokazano tam historię mojego dziadka: zdjęcia z jego młodości, niebieskie oczy jego siostry, której nigdy nie poznałam, imponujące wąsy mojego pradziadka, zdjęcie z jego ślubu i zdjęcie mojego ojca z lat dziecięcych, rysunek przedstawiający długi pochód na Syberię, fajka, której używał gdy był więźniem i dokumenty poświadczające, że był podporucznikiem, zdjęcie w mundurze, który zaprowadził go z pustyni egipskiej na front we Włoszech, z jego małego miasta Siedlce do Quilmes, z wygnania w Anglii do Argentyny, od pseudonimu „Miś-2”, (jako cicho-ciemnego) do „abuelo Ireneo”, po hiszpansku – dziadek Ireneo.

Życiorys spośród wielu tysięcy życiorysów, bez wielkich odznaczeń i wyróżnień, żywot jak setki anonimowych żywotów - istnień, ktore walczyły, cierpiały i umierały za Polskę, portrety zaledwie sześciu istnień spośród 650 000 polskich jeńców wojennych w tamtych czasach.

Patrząc na fotografie mojego dziadka, ale też na fotografie Zofii, Józefa, Henryka, Stanisława i drugiego Józefa, jakby widziane przez szkło powiekszające – nagle ożywają, każda fotografia usiłuje opowiedzieć tysiąc-i-jedną historii, których mój dziadek nigdy nie opowiedział gdy żył. Zrozumiałam, że te fotografie, które pozostały BYŁY nimi, HISTORIĄ napisaną wielkimi literami. I gdy wokół mnie rozmawiano w języku, tak odmiennym ale mi bliskim, poczułam, że było by to niemożliwe, aby opowiedzieć o historii tamtych czasów i o historii Polski bez opisania losów mojego dziadka Zbigniewa Ireneusza Wajszczuka.

Ana Wajszczuk
Buenos Aires, grudzie
ń 2009
 


espanol

Ana – letter, English (Dec., 2009)

Nobody comes alone into this world: we are surrounded by the family, whether or not we have them at our side, it surrounds us with their history, like a womb in which we were for nine months. Parents, grandparents, great-grandparents, great-great-grandparents: their histories, their lives, their origin make us what we are, it is in us - just as we have the same blood; their picture is also our picture. The path they travel flows into what we are. Their history is also The History.

I thought about all this at noon time of the polish autumn day at the Museum of the city of Opole, while with my dad and his cousin Alina visiting the exhibit of photos that was about to be opened. It was not simply the disbelief and the joy to be able to visit Poland once again, to visit again the places, where my family left their footprints, meet the distant relatives, but that also at one point – that history, that origin – became close with an inexplicable nearness. It was that these footprints became clear: my grandfather Zbigniew Ireneusz Wajszczuk, and the life which took him from Warsaw to Quilmes, together with five other representative histories, were the protagonists to the exhibit of the Portraits of the Prisoners of War that was inaugurated that mid-afternoon in a modern museum constructed of limestone with large glass windows.

Invited by the curators of the exhibit, my father and I embarked on a one-week trip to Poland, which we will remember all our lives. At first, a sunny Warsaw, a city that feels like home although I visited it only twice: it will be again that inexplicable origin, from where we come and the places which form a part of our past that we do not know, but which for some mysterious way continuous beating in some deep location inside us. And then Siedlce, the town where were buried my great-great-grandparents, and their children, and children of their children, and the recollection of red flowers and of white candles that we offered in memory of the ones, who with their footsteps made possible the path, which I stay on today.

And the main destination of this trip – beside the trip to the “heart of history” – took us to Opole, where the City Museum organized together with the Central Museum of the Prisoners of War in Łambinowice-Opole an exhibit of photographs which recaptured the history of my grandfather from many years of silences, inherited and learned.

The history of my grandfather – Ireneo, as the grandchildren called him, was selected as an example of thousands of histories of anonymous Polish participants of the World War II. As a means of telling the History from the small personal histories embodied in the photos, which survived these histories, to be shown 60 years later in the Museum of Opole, each piece being irreplaceable, without which the puzzle of the History seems to tell us, who are looking, cannot be put together.

There was the history of my grandfather: pictures from his youth, the blue eyes of his sister whom I never knew, the mustache of my great-grandfather, the picture of his wedding and of my father as a baby, the drawing of the long march to Siberia, the pipe that he carried when he was a prisoner and the documents that recognized him as a second lieutenant, photo in the uniform, which took him from the Egyptian desert to the military action in Italy, from his small town of Siedlce to Quilmes, from the exile in England to Argentina, from his (secret military) pseudonym “Miś-2” to the Spanish “abuelo Ireneo” – grandfather Ireneo.

Life among the thousands of lives without grand decorations or testimonials, lives like hundreds of anonymous lives who fought, suffered and died for Poland, just the portraits of six lives from among the 650,000, who were Polish prisoners of war in those years.

Looking at the photos of my grandfather and also of Zofia and Józef, Henryk, Stanisław and the other Józef, as if all were seen through a magnifying glass, and suddenly they become alive on their own – each photo wanting to tell one thousand and one stories that my grandfather never told all his life, I understood that the photos that remained WERE
all of them, THE HISTORY, written with capital letters. And when around me a language, so strange yet close, was spoken, I felt that it was absolutely impossible to tell the history of that time and the history of Poland without the story of my grandfather Zbigniew Ireneusz Wajszczuk.

Ana Wajszczuk
Buenos Aires, December 2009

 


Przygotowali: Waldemar J Wajszczuk & Paweł Stefaniuk 2009
e-mail: wwajszczuk@comcast.net lub wajszczuk@onet.pl